Wiersze znanych

Konopnicka Maria Z głębiny cichych zam...


... Z głębiny cichych zamyśleń się duszy
Wznoszą się coraz świeże fale życia,
Jak z spokojnego głębin Oceanu...
A kiedy wichr je zachłosta i ruszy,
Pełne się stają szumu, huku, bicia,
Aż się ukoją, u stóp ległszy Panu.

Na falach czasu unosi się dusza
I widzi w falach swój obraz odbity;
I widzi słońca swoje i błękity,
I ukochaniem obrazu się wzrusza
I mówi: Otom ja!

Lecz gdy czas minie, unosić się będzie
Na wiekuistej i bezkresnej fali...
I ujrzy, jak się wieczne światło pali
I jak wypełnia bezmiar po krawędzie,
Jak płonie nad nią, w niej, jak płonie wszędzie,
W najbliższej tajni - i w najdalszej dali.

I stanie się w niej cud i dziw się stanie...
I wpadnie dusza w światła zamyślenie;
Lecz już me wyda zmiennej fali życia,
Tylko się stopi w wieczności promienie
I zmiennych słońc swych stopi w nich odbicia,
A głos jej światłem buchnie przez otchłanie,
Wołając: Otom ja!
więcej

Kasprowicz Jan Z chałupy

II

Tam, za wioską - weź, Ojcze nasz, dzięki! -
Jak pszeniczne kołyszą się ławy!
żyto, jęczmień i owies złotawy
Jak zginają ziarniste swe pęki!

Wiatr od pola się rozgrał - czyż w jęki? -
Z dróg się mgliste podnoszą kurzawy;
Nad drogami, śród pokrzyw i trawy,
Skrzypią krzyże, godła łez i męki.

O Ty Boże! o Chryste! o Panie!
Płonny owoc ta ziemia nam płodzi -
Tłuste kłosy, bo tłuste uprawy:

Nie na darmo ten wiatr tak zawodzi
I tak smętne poszumy na łanie -
Tu kłos każdy to chłopski pot krwawy.
więcej

Korab-Brzozowski Stanisław Słonie

Przez głuche, nieruchome, przedwiekowe puszcze,
Pod sklepieniem konarów, wśród odwiecznej mroczy,
Ciężkim chodem, poważnie, słoni tabor kroczy,
Łamiąc z chrzęstem stłumionym gałęzie i kuszcze.

Bóg lasów, ustrojony w zwoje lian i bluszcze,
Zbudzony ze snu, który powieki mu tłoczy,
Zdumieniem zdjęty, wraża złowrogie swe oczy
W te milczeniem mącące i zuchwałe tłuszcze.

One uczuły wzrok ten. Stają wściekłe gniewem,
Wzniesionymi trąbami walą w buki, w dęby:
- Bór cały się kołysze, jak okrętów maszty,

Chwiejąc się, z trzaskiem drzewo upada za drzewem:
Nagle, z tryumfem, słońce wdziera się przez zręby,
I patrzy na zwycięzców cielsk potworne baszty.
więcej

Korab-Brzozowski Wincenty Tarantula

W każdy wieczór, gdy sen oczy skleja
I sam jestem, przesiąknięty cieniem
Widzę zjawę. Pająk tym widzeniem -
Tarantula nocy, nadzieja.

Czy w tajemnym pokoju się kryje?
Niepokoi, a kocham ja przecież.
Ciągle muska dłoń moją, jak kwiecie -
Tarantula nocy, nadzieja.

Wiedzą, jasną tak, ciągle pełniejąc
Stopę od stołu, przy którym piszę,
Czuwać będzie wciąż, na ścianie, w ciszy -
Tarantula nocy, nadzieja.

I ta - moja pieśń - pełna jest cieni,
Smutek, wbrew woli mej, w niej się błąka -
Bo ciągle żyje w niej dusza pająka -
Tarantuli nocy, nadziei.

Zdmuchnięte świece, dymy tężeją.
Nieruchomy, wciąż czai się pająk;
Znika - wraca znów: przędący majak -
Co tarantulą nocy, nadzieją.

Nieuchwytna, na stropie czernieje,
Nad mym sercem, co wciąż drżenia pełne,
I w milczeniu tak - snuje swą wełnę -
Tarantula nocy, nadzieja.

Przędzie uparcie - skórę mi grzeje
Sukno tkane ze snu i z marzenia,
Co wydłuża się, jedwabiem mieni -
- Tarantula nocy, nadzieja.

Przędzie: czuję jak ciało okleja
Suknia, która prośbą nasiąka,
Odchodzącym dana przez pająka -
Tarantulę nocy, nadzieję.

więcej
Jak prawie wszystkie strony internetowe również i nasza korzysta z plików cookie. Zapoznaj się z regulaminem, aby dowiedzieć się więcej. Akceptuję