Wiersze znanych

Konopnicka Maria Z głębiny cichych zam...


... Z głębiny cichych zamyśleń się duszy
Wznoszą się coraz świeże fale życia,
Jak z spokojnego głębin Oceanu...
A kiedy wichr je zachłosta i ruszy,
Pełne się stają szumu, huku, bicia,
Aż się ukoją, u stóp ległszy Panu.

Na falach czasu unosi się dusza
I widzi w falach swój obraz odbity;
I widzi słońca swoje i błękity,
I ukochaniem obrazu się wzrusza
I mówi: Otom ja!

Lecz gdy czas minie, unosić się będzie
Na wiekuistej i bezkresnej fali...
I ujrzy, jak się wieczne światło pali
I jak wypełnia bezmiar po krawędzie,
Jak płonie nad nią, w niej, jak płonie wszędzie,
W najbliższej tajni - i w najdalszej dali.

I stanie się w niej cud i dziw się stanie...
I wpadnie dusza w światła zamyślenie;
Lecz już me wyda zmiennej fali życia,
Tylko się stopi w wieczności promienie
I zmiennych słońc swych stopi w nich odbicia,
A głos jej światłem buchnie przez otchłanie,
Wołając: Otom ja!
więcej

Kasprowicz Jan Księga ubogich, XXI

Cokolwiek o tym powiecie,
Przed wami nie stanę bosy,
Pętlicy na kark nie zarzucę,
Nie myślę pójść do Kanosy.

Nigdym się nie rwał ku cnocie,
Grzechów spełniłem niemało -
Cóż robić? Wszak tylko z gliny
Bóg nam ulepił dało.

Częstom próbował się oprzeć
Na krokwiach dziadowskich ducha
Pokusa była za mocna,
Podpora moja za krucha.

Z wszystkich mi stron urągano:
"Raczże opatrzeć się, bracie!
Mróz, mówią, na psa przychodzi,
Mróz przyjdzie srogi i na cię.

Nim się spostrzeże twa pycha,
Pewnego wieczora czy rana,
Kostusia się zjawi z klepsydrą
I kosą, niezawołana.

Skurczysz się, skręcisz i chętnie
Staniesz przed nami bosy,
Pętlicę zarzucisz na szyję
I pójdziesz rad do Kanosy.

Jeno że będzie za późno!
Odpadniesz, jak puste plewy,
Jak gałąź zeschła, do ognia
Przez Pańskie rzucona gniewy".

Nie troszczcie się o mą przyszłość,
Kraczące kruki wy lube!
Jużem-ci sam postanowił,
Aby odwrócić swą zgubę.

Gdy przyjdzie mróz na mą skórę,
Co juści wszystkich nas czeka,
Przywołam ze wsi ku sobie
Najnędzniejszego człowieka.

Dłoń mu uścisnę i powiem:
Chudobaśmy obaj, chudoba!
Nie skąp mi swojej miłości,
Nagrzeszyliśmy się oba.

A zaś stanąwszy przed Gazdą,
Ujrzawszy swojego Sędzię,
Przybywam - rzeknę - z nadzieją
I niechże będzie, co będzie.

Juhas-ci jestem pośledni,
Twój pastuch, Panie, lecz owiec
Możem Ci żadnych nie wypasł,
Cóż ze mną uczynisz? Powiedz!

Nie miałem w sobie pokory,
Nie chciałem nigdy bosy,
Pętlicę na kark zarzuciwszy,
Wędrować hen! do Kanosy.

Lichy jest ze mnie adwokat,
Lecz dla obrony, mój Boże,
Przytoczę, że tylko przed Tobą
Każdej się chwili ukorzę.

Bo i cóż robić, gdyś taką
Raczył nagodzić mi duszę,
że, by pozbyła się Ciebie,
żadną jej siłą nie zmuszę?

Dodam też jedno, jeżeli
Zbyt będzie lekka ma waga:
Kochałem najlichsze źdźbło trawy
I człeka, co z losem się zmaga.

Najmniejszy listek na drzewie,
Najmniejsza wody kropelka
Czci mojej były przedmiotem -
Tak Twoja władza jest wielka.

Gdybym nie wstydził się ludzi,
Choć ślepi są, głusi i niemi,
Publicznie bym ukląkł na widok
Najmniejszych pyłków ziemi.

Nie moja-ć w tym jest zasługa -
Jakiegoś stworzył mnie, Panie,
Takiego masz mnie! - a jednak
Snadź mi się krzywda, nie stanie.

Od Siebie mnie nie odtrącisz,
Choć tam ja nie chciałem bosy
Pętlicy zarzucać na szyję
I czołgać się do Kanosy.

więcej

Kniaźnin Franciszek Dionizy Do Franciszka Zabłocki...

Oczęta Zosi, oczęta żywe,
Nadto powabne, nadto zdradliwe:
Umieją czułość serca zakłócić,
Cieszyć i smucić.

Z nich to miłości bożek zuchwały,
Czatując, bystre wyrzuca strzały;
A na ich ranę łotrzyk się śmieje,
że kto szaleje.

Ostrzegam tkliwość twojego serca,
Nim cię ten chytry zrani morderca.
Albo się uchyl, lub, jeśliś śmiały,
Bądźże wytrwały.
więcej

Kniaźnin Franciszek Dionizy Znamiona bogów

Niebieski gromca piorun trzyma w ręku,
Pallas przy swoim tarczę nosi wdzięku;
Straszy trójzębem w mętnej niepogodzie
Neptun na wodzie.

Gradyw, którego świat się cały stracha,
Rydwanem toczy i bułatem macha;
Tyndara plemię, jeden lepszy w bitwie,
Drugi w gonitwie.

Alcyd potężnym walczy buzdyganem,
Wulkan płomieniem, stoi nad Ewanem
Bluszczowy palcat; a wężoktręt splotny
Hermes ma lotny.

Za cóż mój Kupid bez strzał i pochodnie
Błąka się sobie sam jeden swobodnie?
Wenus zabiera broń jemu i rada
W swe oczy wkłada.

A co więc Wenus, toż sprawi Rozyna,
Śliczniuchna mego postrzału przyczyna.
Ta jedna razem tysiąc Wener trzyma
Swemi oczyma

więcej
Jak prawie wszystkie strony internetowe również i nasza korzysta z plików cookie. Zapoznaj się z regulaminem, aby dowiedzieć się więcej. Akceptuję