Wiersze znanych

Kniaźnin Franciszek Dionizy Potucha


Po smutku radość, po radości smutek:
Taka na świecie jest kolej.
Rownyż jest dla cię i w milowi skutek:
Dziś ciesz się, a jutro bolej.

Z tym wszystkim, i to cieszyć ma człowieka,
Choć radość niedługo służy;
Za to też, kiedy wewnątrz mu dopieka,
I boleść nie trwa najdłużej.

Czegóż bym nie dał, bym z milą Korynuą
Wiecznej doznawał radości?
Raj miałbym za nic, gdybym meuplynna
Widział mej słodycz miłości.

Ale cóż znowu stałoby sic ze mną,
By wieczny smutek owionął?
Gdybym na zawsze stracił twarz przyjemną,
W piekle bym, zda się, utonął.

Wczoraj ma pani ostry wzrok wydala:
Być mogło, żem ją uraził.
żółć mi po sercu swą gorycz rozlała,
Arszenik wnętrzności skaził.

Dzisiaj mi znowu swą dobroć udziela,
W łaskawym unosząc względzie:
Od zmysłów prawie odchodzę z wesela,
Nic myśląc, co znowu będzie.
więcej

Kochanowski Jan Epitafium Hannie Kochan...

I tyś, Hanno, za siostrą prędko pospieszyła
I przed czasem podziemne kraje nawiedziła,
Aby ociec nieszczęsny za raz odżałował
Wszytkiego, a na trwalsze rozkoszy się chował.
więcej

Krasiński Zygmunt Mogłem być z tobą...

[do Joanny Bobrowej]

Mogłem być z tobą na ziemi szczęśliwy,
Mogłem uwierzyć, że tu czasem wiosna,
Spływając z niebios na śmiertelne niwy,
Bywa, jak w niebie, świeża i radosna.

Lecz teraz konam w próżniach ducha mego,
Tera sam jestem wśród nieskończonego
Okręgu cieniów - i stróża anioła
Śpiew, co mnie dawniej obwiewał dokoła,
Choć dotąd jeszcze gdzieś w górze ulata,
Zda mi się ginąć na kończynach świata.

Niegdyś świat duchów zdawał się otworem
Stać duszy mojej i zstępować ku mnie;
Wśród cieniów nocą, wśród zmierzchów wieczorem
Z braćmi na chmurach wirtałem się dumnie,
Wlepiałem oczy w jasne ich źrenice.
Tam błękitniała spokojność wieczności,
I, zagubiony w tchnieniach ich miłości,
Kładłem me dłonie w ich rąk błyskawice,
Aż, ogniem zewsząg i światłem oblany,
Rąk nieśmiertelnych spalony uściskiem,
Znów opadałem na podniebne łany
Z sercem szczęśliwem, bo skonania bliskiem.
więcej

Karpiński Franciszek Do Justyny

Drzewa! Wyście małe były,
Gdym się rozkochał w Justynie;
Dzisiajście się rozkrzewiły,
Gałąź wasza chłodem słynie.

Insze mi już owoc dały,
Comje w drobnym ziarku sadził
Na szczęście mojej zuchwałej.
Drzewa, jakżem ja się zdradził!

Ona mię dotąd nie kocha,
Choć jej wzgardy znoszę skromnie.
Trzyma mię, że jest niepłocha,
Martwi, że nie dba i o mnie.

justyno moja! justyno!
Patrz, jak mam usta spieczone,
jak z oczu moich łzy płyną -
Ach, ty nie patrzysz w tę stronę!

Przystąp jeno ku mnie bliżej,
Bo wy czasem i leczycie:
Ta się choroba choć szerzy.
jej zaraza jest na życie.

Nie wiesz, co miłość kosztuje?
jak ogień wnętrzności trawi,
jak rdza żelazo zmocuje
I raz głęboki zostawi.

Skłonność twoja do litości
Głośna w okolicy całej;
Samej nie znając miłości
Ranisz mię, chociem zbolały.

Kiedyś tak w uporze trwała,
Otóż ja cię odstępuję.
Ach, tyś łaskawie spojrzała!
Nie wierz mi: ja to żartuję.
więcej
Jak prawie wszystkie strony internetowe również i nasza korzysta z plików cookie. Zapoznaj się z regulaminem, aby dowiedzieć się więcej. Akceptuję