Wiersze znanych

Brzechwa Jan Ostrzeżenie

Kto uwikłał w dni mych niepewność,
W mój żałobny samotny los,
Twoją rzewność i twoją zwiewność,
I twój ciepły jak oddech głos?

Kto twych oczu jasność jedwabną
Rzucił w mrok moich ciemnych rzęs?
Czemu wątłe twe dłonie słabną
Pod naporem nie twoich klęsk?

Czy ty nie masz lęku ni obaw,
że mym życiem zapragniesz żyć?
Lepiej sercem moim się pobaw
I czym prędzej ode mnie idź.

Lepiej czoło mi tylko owiej
Wiosną swoich różowych lat,
By ci było lżej i różowiej,
Gdy się będę na chmurach kładł.

Ratuj życie swoje bezbronne,
Bo gdy pierwszy napotkam gaj,
Upoluję twe ciało wonne,
Tak mi dopomóż maj!
więcej

Baudelaire Charles Pierre Harmonia Wieczorna

Oto czas, gdy kwiat każdy, drżąc na swej krzewinie,
Wyziewa aromaty jak kadzielnic łona;
W mgle wieczornej wir dźwięków, krąży woń pieszczona,
Walc rzewliwy, szał jakiś pełen tęsknot płynie!

Każdy kwiat zieje wonie jak kadzielnic łona,
Skrzypce zwą niby serce w ucisku godzinie;
Walc rzewliwy, szał jakiś pełen tęsknot płynie!
W górze - Nieb pięknych, smutnych, świąteczna opona.

Skrzypce zwą niby serce w ucisku godzinie,
Serce, któremu wstrętna nicość niezmierzona,
Niebo smutne i piękne jak wielka opona;
Słońce w krwi swej stygnącej zgasło na wyżynie...

Serce, któremu wstrętna nicość niezmierzona,
żadnego śladu świetlnej przeszłości nie minie!
Słońce w krwi swej stygnącej zgasło na wyżynie...
Pamięć twa jak monstracja lśni mi w głębi łona!
więcej

Baczyński Krzysztof Kamil Miserere

1
Oto stoimy nad ziemią tragiczną
Pobojowisko dymi odwarem strzaskanych wspomnień i snów.
Lepkimi krwią pytaniami
zdejmujemy hełmy przyrosłe do głów.
Głowy - czerwone róże przypniemy hełmom pokoleń.
Widzę: czas przerosły kitami dymów,
widzę czas: akropol zarosły puszczami traw.
Rzuć się, ostatni kainie, na ostatniego abla,
dław!

2


Wracając z pogrzebu ostatniego człowieka,
jak wyzwanie
rzucam przygarść powietrzną - skowronka - w niebo
i ziemię ronię jak łzę nad wszechświatem.
więcej

Brzechwa Jan Dziecko

To dziecko takie małe, to dziecko takie chore,
To biedne dziecko umrze na pewno dziś wieczorem.

Lekarstwa napoczęte bezużytecznie stoją,
I chore dziecko rzęzi maleńką śmiercią swoją.

Za oknem zima skrzypi i kaszle wiatr na dworze,
Już nic biednemu dziecku na ziemi nie pomoże.

Śnieg pada bezszelestnie, zwyczajnie i powszednio,
Śmierć brodzi po pokoju i świece gasną przed nią.

Przy łóżku siedzi matka i cała trwa w podziwie;
Nie czuje nic, nie widzi, uśmiecha się leniwie...

Pogasły świece. Dnieje. Śnieg wisi na błękicie,
I w śniegu tym stopniało maleńkie, biedne życie;

Aż matka się zdziwiła, że stało się tak biało,
że stało się tak śnieżnie, gdy dziecko umierało.
więcej
Jak prawie wszystkie strony internetowe również i nasza korzysta z plików cookie. Zapoznaj się z regulaminem, aby dowiedzieć się więcej. Akceptuję