Wiersze znanych

Bunin Iwan Рассво...

Высоко поднялся и белеет
Полумесяц в бледных небесах.
Сумрак ночи прячётся в лесах.
Из долин зелёных утром веет.

Веет юной радостю с полей.
Льется, как серебряное пенье,
Звон костела, славя воскресенье...
Разгорайся, новый день, светлей!

Выйди в небо, солнце, без ненастья,
Возродися в блеске и тепле,
Возвести опять по всей земле,
Что вся жизнь - день радости и счастья!
więcej

Baudelaire Charles Pierre Staruszeczki

W odwiecznych stolic świata błędnik wężowaty,
Gdzie wszystko, nawet groza, w zachwyt się przemienia,
Melancholia fatalna pędzi mnie na czaty,
Śledzić dziwne, zawiędłe, ""czarowne stworzenia.

Te monstra roztrzęsione to niegdyś kobiety,
Eponina czy Lais! Kochajmy je przecie!
Wszak duch ludzki ożywia jeszcze te szkielety.
W swych dziurawych spódnicach wciąż pełzną po świecie,

Na srogim wichrze w lekkich tkaninach zziębnięte
Drżą, gdy obok nich pędzą z hukiem omnibusy,
Przyciskają do boku jak relikwie święte
Woreczki wyszywane w kwiaty lub rebusy.

To biegną sztywnym truchtem - zupełne laleczki,
To wloką się powolnym rannych zwierząt ruchem
Lub tańczą, nie chcąc tańczyć - żałosne dzwoneczki,
Gdy je cięgnie okrutny Demon! W ciele kruchem

Mają wzrok, co jak świder w głąb duszy się wkręca,
Oczy lśniące jak nocą czarne topieliska.
Ich źrenica, jak boska źrenica dziewczęca,
Dziwi się i uśmiecha temu, co połyska.

Widzieliście, jak często są staruszek trumny
Prawie takie maleńkie jak trumienki dzieci?
To symbol - ręką śmierci stworzony rozumnej -
Symbol dziwaczny, władny, za którym myśl leci.

Kiedy takie widziadło wątłe nieskończenie
Widzę wśród rojowiska wielkiego Paryża,
Zawsze mi się wydaje, że kruche stworzenie
Do swej nowej kołyski powoli się zbliża.

Czasem też, geometrii rozważając prawa,
Mierząc okiem tych członków niezgodną budowę,
Myślę, jakże to skrzynki stolarz powykrawa,
By do tych ciał zamknięcia stały się gotowe.

- Te oczy to bezdenne gorzkich łez cysterny,
Tygle, gdzie płynne złoto ścięła chłodów siła,
Te dziwne oczy mają czar wielki, niezmierny
Dla tych, których Niedola piersią wykarmiła!

II

Z Frascati zakochana Westy służebnica,
Talii kapłanka, której znał imię - niestety!
Jedynie zmarły sufler ta sławna wietrznica,
Znana niegdyś w Tivoli parkach - te kobiety

Wszystkie mnie upajają! Lecz pomiędzy niemi
Są takie, którym miodu cierpienia potrzeba.
Te rzekły Poświęceniu rwąc się wzwyż od ziemi:
"Potężny Hipogryfie, nieś mię aż do nieba!"

Jedna z nich przez ojczyznę dana poniewierce,
Na drugą mąż jej zwalił ciężkie bólu brzemię,
Inną - Madonnę - dziecko pchnęło sztyletem w serce.
Ich łzy, jak wielka rzeka, zalałyby ziemię!

III

Ach, jak często staruszki śledziłem z uboczy!
Jedna z nich o tej porze, gdy słońce zapada
I po niebie jak z rany krwi koralem broczy,
Zamyślona siedziała na ławce, tak rada

Posłuchać tej muzyki wojskowej, co spiżem
Wstrząsa cicho stojące naszych parków drzewa,
W złoty wieczór bić sercom każe tętnem chyżem
I nieco bohaterstwa w serca mieszczan wlewa.

Staruszka śpiew chłonęła wojenny, ochoczy -
Prosta jeszcze i dumna, w żołnierskiej postawie,
Jak stary orzeł czasem otwierając oczy,
A czołem marmurowym budząc myśl o sławie!

IV

Tak kroczycie bez skargi, niczym nie ugięte,
Każda z was w miast chaosie żywych zagubiona,
Wy, matki boleściwe, kurtyzany, święte,
Których świat niegdyś sławne powtarzał imiona.

Was, coście były wdziękiem, coście były chwałą,
Nikt nie zna! Bezczelnego tylko pijanicy
Usłyszycie szyderczą zaczepkę zuchwałą
Albo zelży was dziecko spodlone ulicy.

Wstydzące się istnienia, pokurczone cienie,
Idziecie chyłkiem, zgięte, bojąc się wszystkiego,
I nikt was nie pozdrawia (dziwne przeznaczenie!),
Szczątki ludzkie, do życia dojrzałe wiecznego!

Ale ja, co z oddali patrzę na was tkliwe,
Trwożnym okiem niepewne wasze śledząc kroki,
Jakbym ojcem był waszym, o szczególny dziwie!
Nie wiecie, jak rozkoszy doznaję głębokiej:

Pierwszych wzruszeń rozkwity znów przeżywam z wami,
Widzę wszystkich dni waszych mroki i promienie,
Po stokroć żyję, żyjąc waszymi błędami,
Cnoty wasze w mej duszy rozlewają lśnienie!

Szczątki! Rodzino moja! Dusz pokrewny świecie!
Co wieczora na wieki bądź mi pozdrowiony!
Osiemdziesięcioletnie Ewy, gdzież będziecie
Jutro, gdy na was spadną straszne Boga szpony?
więcej

Baczyński Krzysztof Kamil Gwiazdka

Gwiazdy - łzy światła, opadła
noc przez szyby wybite arkad...
noc odpływa w nagęstłą przestrzeń
w czarnych, wodą ciekących barkach.

Mosty brodzą w prąd własne czernią,
gwiazdy czochrzą włosy mgłom wiklin...
Przeszli ludzie, którzy szli mostem...
Oczy cicho w złe miasto wnikły...


Rzeka gęsto wolno poziewa
w duszną szarość ciemnego płynu,
most się w niebo wrzyna żelazem
na krzyżowych wygięciach klinów...


Głodem cierpkim usta mdlą puste,
połykają gorzkie łzy świateł...
Szare nocą znad śliskich wiklin
pełźnie świtem niebo jak krater...
więcej

Baczyński Krzysztof Kamil Magia

Dym układa się w gryfy, postaci i konie
nad rozlewanym ogniem, a on czesząc grzywy
żółtych promienie woła :"Przez gwiazdy zielone
zaklinam cię, demonie, Ahrbalu - przybądż!"

Wtedy przez pustą ramę portretu wychodzi
duch ogromny szeleszcząc od niebieskich iskier
i staje u pułapu jak wstrzymany pocisk
naprężonych obłoków, i unosi wszystkie
rozlane dymy w sobie. Wtedy on zbielały,
porywany przez ciszę, trojony przez cienie,
"Ahrbalu - zaklina - przez ten dym stężały,
Ahrbalu - zaklina - przynieś jej wspomnienie!"

Więc w suchym blasku iskier rośnie łuk różowy
Piersi wygiętych twardo, ust rozwartych koncha,
podłużne liście powiek. Wtedy z jego głowy
odrzuconej w odległość wypływają oczy
jakby łzy, w których widać odwrócony obraz
coraz mniejszy; i płacze "O siostro niedobra!"
a już ona jak kamień - rozpuszcza się w nocy.
więcej
Jak prawie wszystkie strony internetowe również i nasza korzysta z plików cookie. Zapoznaj się z regulaminem, aby dowiedzieć się więcej. Akceptuję