Krzysztof Kamil Baczyński

Krzysztof Kamil
Baczyński

1921-01-22 - 1944-08-04

Lista wierszy O autorze

Baczyński Krzysztof Kamil Kot

Matce
Bożek wschodu, gdzie z twarzy wschodzą bez wyrazu
dwie krople oceanu - dojrzałe owoce wody,
zastyga przy kominkach i trójkątną twarzą
prowadzi sny puszyste w wilgotne ogrody.
Przez kasztanowy zapach i jesienną wilgoć
kołysze noc wysmukłą jakby widmo łowów
i długo śpiewa pieśni nad zabitą wilgą
wywołując upiory krążące nad głową.
A potem ogień ciągnie złotych iskier struny,
bulgocą oczy, to woda, zenitalne deszcze,
i wieje duszny samum sypkim piaskiem dreszczy,
gdy otworzą się oczy jak martwe pioruny.
Wtedy nagle urosną miękkie łapy kota
i ogromnym tygrysem wyfrunie przez okno
do wygiętej w księżycu samicy ze złota
.

Zostanę ja i ogień, i moja samotność.
więcej

Baczyński Krzysztof Kamil Elegia dziecięca

PROLOG

Na fortecy z białego piasku
bije zegar z kukułką trwogi.
Gdzie mnie wiedziesz, smutku, do laski
przykutego jak do pustej drogi?
Tyle lat to niebo obraca
jak zegara dziecinnego tarcza,
coraz dalej muszę powracać,
kiedy ziemi na drodze nie starcza.
Biorę ptaki zamarzłe do ręki
jak gałązki nieodrosłych wspomnień.
Wybuduję z rzewnych klocków piosenki -
- infantylny piaskowy pomnik.


1.Zima


I. Świerkowo rosną jabłka
pod ciszą dziecięcych poduszek.
Oto patrząc na śnieg szklany na ławkach
można w własną uwierzyć duszę.
II. Na rzece rąbią lód -
- kwadraty śliskie jak węgorz.
Oniemiali czekają na cud
przeżegnani drzew czarnych ręką.
A widmo wyrosłe pod strop
przybija nędzą, nadzieję.
Zima. Jakby zamarzły chłop
szukał panny gromnicznej w zawiei.


2. Wiosna


Pomnik rzeki prostuje twarz,
z której jasny wychodzi wodnik.
Ryczą statki. To drzewa jak maszt -
- podpalone zielenią pochodnie.
Odtajały ptaki na niebie,
ułożone w czarne konstelacje.
Na przedmieściach ruszają stacje
wraz z pociągiem o wędrownym chlebie.


3. Lato


Świętowid klaskał od polan.
Konik wodny w płaski klaskał kamień.
Uchyliłaś sukni zmierzchu od kolan -
Teraz smutek mój w motyla zamień.
O południu pod słońce - domki
stoją w ogniu białego pożaru.
W pylny pejzaż jak obcy Tonkin
przylatują srebrne lutnie komarów.
Oto ptaków pogańskie bożki.
Twarz złocona wyrzeźbiona w dębie.
Ulatują starożytne mity
przemienione w mosiężne gołębie.


4. Jesień


Puch brunatny porasta w obłokach,
złoty zodiak płynie z wysoka.
Obracają niedźwiedzie głowy
po powietrza przejrzały owoc.
Idzie zwierząt znużony masyw
jak wyprawy w pastelowe lasy.
Dokąd ptaki jak liście dążą?
Składam oczy księżniczce z brązu.
Świecznik dębu długo płowiał, aż ziścił
hymn grobowy do boga liści.
Przeszedł obłok, śpiew komarzej fletni.
Wyrzucono kwiat paproci na śmietnik.


Epilog


O, zodiaki zwierząt prawdziwych,
kołujecie w mych snach jak echo.
Otom posąg pogański wsród śmiechu
powalony w przydrożne pokrzywy.
więcej

Baczyński Krzysztof Kamil Drzewa

Drzewa - to chumr zgęszczenia,
pod nimi dzwoni ziemia,
nad nimi rwą wezbrane
planety z brązu lane.

Lasy - smutku zielone
serca - w szmer przemienione,
pod nimi piły lament
białymi jęczy kłami.

Drzewa - bawoły złote
dymiły rudym poetem,
z pomrukiem ciała kładły
ku ziemi, aż upadły.

Drwale w śmiechu sypali
zęby jak sznur korali.
To piłą - ciszy przytną,
to śmiechu białą brzytwą.

Liście jak oczy wydrą
lśniące zieloną krzywdą,
to korę ciemną z ciała,
aż tryśnie krew dojrzała.

A nocą w sen zagięci -
- w warczący wir pamięci -
zobaczą drwale w lęku,
przykuci nocy ręką,
idące na nich prosto
topory sosen ostre.
więcej

Baczyński Krzysztof Kamil Bohater

On w wielości stoi pośród rzeczy,
które rosną w potwornej przemianie,
pośród roślin przezroczystych mieczy,
pośród zwierząt, ludzi, a poznanie
będzie obce mu, by trudniej było
wielość formy połączyć w miłość.

Więc się mienić będą i brunatnieć
w złotych formach dojrzałe oczy,
to obłoki będą dnem się toczyć,
dnem tych spojrzeń, by nie było łatwiej
snów od ludzi, kamieni od rąk
porozróżnić, a gradu od trąb.

A ten, który przeciw niemu zawoła
o swej sile i wstrząśnie owadem
wszechmałości - przejdzie w apostoła,
przemartwiały swej słabości jadem,
i ze strachu potęgę głoszący
w pięści zmienić chce gwiazdy i słońce.

On w wielości stoi. Wśród kaskady
tryskającej mleczem i tonami,
a nie spadnie, choć poryty gradem,
i nie wiedząc, gdzie koniec - nie skłamie.
Ani w bojach zjednoczy się w ogień,
ani w ludziach nie przystanie - z trwogi.

I nie wiedząc - choć otchłań zobaczy,
i nie wierząc w wiarę, która depcze,
czuciem światła łącząc przez powietrze
tak gwiazdami i łzami zapłacze.
Ręce prosto kładąc w tęczę tonu
sklepi ziemię z niebem na kształt domu
Będzie człowiek w ludziach, zieleń w ziemi
nad wiekami trwający ciemnemi.
więcej
Jak prawie wszystkie strony internetowe również i nasza korzysta z plików cookie. Zapoznaj się z regulaminem, aby dowiedzieć się więcej. Akceptuję