Józef
Baka

1707-03-18 - 1780-06-02

Lista wierszy O autorze

Baka Józef Uwaga damom

Świetne damy,
Świat was w ramy
Jeszcze w życiu,
W dobrym byciu
Wprawuje,
Szacuje
Tak wzięte
Jak święte.
A śmierć ślepa
Jak szkulepa.
Nic nie zważa,
Nie poważa:
Chimera!
Odziera.
Co złoto
,
Jej błoto.
Na fontaże
Mars pokaże,
Na fryzury
Głodne szczury
Gotuje,
Pudruje
Siwizną,
Zgnilizną.
Umysł hardy,
Na kokardy
Fatów spony,
Girydony,
Tak szuby
Jak czuby
Zwlekają,
Zdzierają.
W lot kapturki
Podrą szczurki,
Tam bukiety
I tupety.
Salopy
Od ropy
Zbutwieją,
Struchleją.
Ej, boginie,
Wszytko zginie!
Wasze imię
W krótkiej stymie:
Śmierć strzyże
I krzyże,
Manele
Rwie śmiele.
Darmo kanak zdobi głowy,
Gdy u kogo rozum sowy.
Przeważa,
Nie zważa:
Zgnić w grobie
Ozdobie!
Gdzie testament, tam to lament!
Łzy toczą się na dyjament:
Ach, perło!
Jak berło
Śmierć zmiata,
Do kata!
W świata morzu okręt drogi
Z czubem zerwie wicher srogi.
Popłynie,
Ach, zginie!
W łez rzeki
Na wieki!
Rogów moda jak wicina,
Wiatrem dęta pajęczyna
Skurczy się,
Pomści się.
Śmierć nagle
Na żagle.
Nic wam damy
Złote lamy
Bez urazy,
Ani gazy
Mantele,
Manele
Nie dadzą,
Zawadzą.
O Dyjano! z ciebie mara
Czy poczwara, gdy czamara
Przybierze
W ofierze
Much rojem,
Rop zdrojem.
Nic nie miło,
Gdy się zgniło:
Sztofy, tury
I purpury,
Wachlerze,
Trup w cerze
Odmiata,
Do kata!
Nic po stroju,
Człek wór gnoju,
Pompę zbrzydzi,
Świat ohydzi.
Odrzuci,
Bo nuci
Gazeta!
Waleta!
Śmierć niemodna,
Kiedy głodna
Na ząb bierze
W cudnej cerze
Z rumieńcem
I wieńcem
Panienki
W trunieńki.
więcej

Baka Józef Bogaczom ciemnym oświe...

O bogaczu!
Godnyś płaczu!
Masz sepety
I kalety,
Masz gody,
Wygody
I futra
Do jutra.
Skarbiec pełny
Ziotcj wctny,
Złote runo,
Lecz że z (runa.
Twe juki
Dokuki,
Sobole
Są bole.
Bogacz Boga miałby chwalić
I ofiary z bogactw
palić.
Bóg w niebie:
U ciebie
Bez wróżek
Skarb bożek.
Jemu serce, kłopot życia
Jest oddany, dla nabycia
Zysk cały
Niemały,
Kłopoty,
Suchoty!
Wszak zwiędniałeś,
Olysiaieś
Jak skorupa,
Liczykrupa:
Twa mina
Więdlina
Dla szczurów
Spod murów.
Wysuszyło złote żniwo,
Abrahama czeka piwo:

Po chwili
Posili
Śmierć łzami,
Konwiami.
Twoje złoto
Jako błoto
I zapasy
We złe czasy
Z lat stratą
Łopatą
Śmierć z chuci
Wyrzuci.
Mości Panie,
Z gliny dzbanie
Poliwany,
Pozłacany:
Nie głucho,
Ze ucho,
Urwie się,
Stłucze się.
Ma świat cały cię w respekcie:
A ty wszystkich w tym despekcie,
że czyste,
Wieczyste
Wsi liczysz,
Dziedziczysz.
Lecz ta wada,
Ze świat zdrada.
Co się wznieci,
Krótko świeci:
Świat burka,
Twa skórka
Niech zważa,
Poważa.
Dbasz w brygady,
Dbasz w parady.
W zlocie chodzisz,
W złościach brodzisz.
Ta fama
Jest plama.
Trup w szatach,
Duch w łatach.
Wszak karmazyn w małej cenie,
Gdy w paklaku złe sumienie.
Grzbiet lśni się,
Duch ćmi się
Sirota,
Hołota.
Masz tytuły
I szkatuły,
W kieskach złoto,
W sercu błoto
Niecnota,
Hołota,
Przemaga
Zniewaga!
Masz parepy, spasłe cugi,
Choć nad włosy większe długi,
Parady,
Bez rady
Przychodów,
Rozchodów.
Masz rządziki
Kapelijki,
Menwet skaczesz,
Nim zapłaczesz.
Ĺšle żyjesz,
Zawyjesz!
Śmierć nie śmiech,
Dudy w miech.
Teraz w rusa
Rwie pokusa,
A w tryszaku
Smak jak w raku
Grasz tęgo
Z przysięgą.
Bez chluby
Rad w czuby.
Karty, szachy
Niszczą gmachy.
Z faraona
Dobra strona
Faluje,
Czatuje
Odmiana,
Przegrana.
Mości Panie,
Moje zdanie!
ej minuty
Do pokuty.
Z pieniędzy
Daj nędzy,
Płać myto
Kalitą.
więcej

Baka Józef Cudzoziemcom

Witam gości w naszym kraju,
Z wami chętnie jakby w raju

żyć chcemy,
Będziemy
Społecznie,
Statecznie.
Wasze strony
Jak Dodony,
Cudze kraje
Mównc gaje.
Was pytać,
Was witać
Pragniemy,
życzemy.
Miły gościu. Mości Panie,
Prosim, dajże serca zdanie,
O co chodzi?
Co szkodzi?
W tych krajach
Czy rajach.
Słyszę, mówisz: Polskie kraje
Co dzień mają śliczne maje,
Wesoło
l czoło
Pogodne,
Swobodne.
Jeno marce
Złe na starce.
W zimne stycznie
Niezbyt ślicznie:
Tam groby,
Choroby
Dość gęste
I częste.
Liczą w lutych
Z lat wyzutych.
Z listopady
Jako grady
Padają,
Chwytają
Całuny
Do truny.
Mości Panie!
Myli zdanie:
"Nie baj baju,
Umrzesz w maju".
Przysłowie
Opowie.
Tak uczy:
Śmierć kluczy.
Więc ostrożnie, panie Włochu:
Nie truj zdrowia w polskim grochu.
Bo krzyknie
I ryknie
"Och!" pan Włoch
"Zły tu groch!"
Kwaśno, słono ktoś nie jada,
W przaśnym, w słodkim siada zdrada:
Oszuka,
Dokuka.
Dość jedna
Śmierć biedna.
Mój Francuzie!
Wierzaj Muzie:
Ruskie kwasy
Wszystkie czasy
Dość psują,
Dość trują
Bez soli,
Śmierć boli.
Ej, Francuzie!
Mor w kapuzie
Oślep chwyta,
Ani pyta,
Czy ty "La"?
Czy "de La"?
Czy ty Franc?
Czy ty Hanc?
Śmierć Francuza
Jak kobuza,
A Niemczyka
Jak kulika
Kusego,
Tłustego
Osiecze,
Opiecze.
Panie Niemcze,
Cudzoziemcze!
Przy defektach
Nic po fektach,
Nic "Was, was!
Der, die, das".
Śmierć rauz! rauz!
Kumerauz!
Nic tesaczki,
Nic kruhlaczki!
Miej ochotę
Bronić cnotę:
Przez szpady,
Układy
Dość szparka
Pchnie Parka.
Cnót się chwytaj bez odmiany,
Szacuj parol Bogu dany:
Z parolu
Bez bólu
Schodź z placu
Bez płaczu.
W modnym kroju,
W krótkim stroju
Język długi,
Złe zasługi
Odbiera,
Zawiera.
Precz kusa,
Pokusa!
więcej

Baka Józef Uwaga zabawnym czy zatr...

Na waletę wiersz by metę
Założył: lecz swą zaletę
Zakaty,
Wiwaty
Wznawiają,
Wskrzeszają.
Jużby rychlej oschło pióro,
By nie dały weny sporo
Achtele,
Butele,
Puchary
Nim mary.
Tyś bez wierszów dosyć sławny,
Z oczu, z mordy opój jawny,
A z brzucha
Bez ucha
Baryła
Otyła.
Bez liwarów gęba kufa
Połknąć antał sobie ufa:
Nie zmyli,
Wychyli
Dość smagłe
I nagle.
Darmo puzdro! lepiej w pipie,
Gdy smak smagły język szczypie:
Dogodzisz,
Wszak brodzisz
W aptece
Jak w rzece.
Smagło chlustasz trunek różny:
Często zatem tyś podróżny
Do Rygi
Po figi
Obfite,
Sowite.
Oczy mokre jako bańki
Nic nie widzą, jeno szklanki.
Jak wstanie,
Dostanie.
Bolą oczy blachmalowe,
Gdy szkła drobne są stołowe:
Wraz huczysz
I tłuczysz
Na miazgi
Drobiazgi.
Stłukł się respekt na kieliszki,
Zbrzydziły je twoje kiszki.
Antały
Twe pany:
Czapkujesz,
Warujesz.
Gęba huczy chmielem dęta,
Niech pisklęta czy karlęta
Tym trują,
Traktują:
Mnie miła
Baryła.
Mnie choć z lagrem daj achtele,
Co najżywiej nieś butele:
Niech zginą,
Mnie miną
Kaczeczki,
Lampeczki.
Kurza główka choć omdlewa,
Dobra gęba jak cholewa
Nadgrodzi,
Gdy brodzi
W roztoczy
Po oczy.
Stój, dla Boga, obiboku!
Patrz choć zezem, śmierć na oku!
Dopijasz,
Dobijasz
Twe życie
Nie skrycie.
żal mi ciebie zmokła kokosz:
Będzie we łbie, w mózgu rokosz!
Twa skórka
Jak burka
Na słocie
I w błocie.
żal mi klocu! brzuch machina
Rozpłynie się jako glina:
Drżysz z febry,
A cebry
Nie zmylisz,
Wychylisz.
Akwawita
Dobrze świta,
Od węgrzyna
Twa czupryna
Jeży się!
Choć lśni się.
Coś trwoży,
Śmierć wroży.
Nie odeprzesz nosem ryjąc,
Nie wymodlisz czołem bijąc:
Twe mary
Legary
Swobodne,
Wygodne.
Z czar, nie z czarów, twe choroby,
Popchną w groby trunków próby:
Mikstura
To fura
Dość lotna,
Obrotna.
Próżna flasza cię odstrasza,
Próżna krypta cię zaprasza:
Butele,
Łez wiele
Przydacie
W lat stracie!
Miękczą gęby
Suche zęby,
Brzuch pakują.
Nie żałują
Ryczałtem
I gwałtem
W grób spieszą
, Nie cieszą.
Dośćże paku, wiek na haku!
Z lury gnoju wstań robaku.
Robacy
Bez pracy
Otoczą,
Roztoczą.
Rzucaj chmiele, brzydkie ziele,
Zamknij gębę, stul gardziele.
W te ziółka
Jak pszczółka
Śmierć wleci,
Kark zleci.
Kuflów smoku, obiboku!
Przetrzyj oczy w życia zmroku!
Wiersz budzi,
Nie łudzi:
Wraz zaśniesz
I zgaśniesz,
Dobijaj się,
Dopijaj się
Nieba łzami
I cnotami.
Tam miara
Nie mara
Wieczysta,
Rzęsista.
Śmierć jak małpa, to wyrazi,
Co nas zdobi, lubo kazi: Jak poczniesz,
Tak spoczniesz,
Wschód jaki,
Zmrok taki.
więcej
  • Poprzednia
  • 1
  • 2
Jak prawie wszystkie strony internetowe również i nasza korzysta z plików cookie. Zapoznaj się z regulaminem, aby dowiedzieć się więcej. Akceptuję